| Strona główna
|
Prekognicja
I oto zyskałam dar jasnowidzenia. Wiem, co wydarzy się jutro (jutro, przypominam, to czas po śnie).
Wstanę rano, ubiorę się i spędzę dobre kilka(naście, dziesiąt) minut w łazience. Pełen, choć dyskretny, by wydawał się naturalny (ech, wy faceci) makijaż. Przygotowana, odprasowana kreacja. Lekkie śniadanie, by ciągłe nienasycenie podgrzewało entuzjazm i odpychało tremę.
Potem, gdy będę już jechać do szkoły, o czymś na pewno sobie przypomnę. Może o tym, że teoretycznie powinnam być na zajęciach z kultur Wschodu? Albo o tym, czego zapomniałam, czego nie załatwiłam, co mi umknęło i za co będą mieli do mnie pretensje, gdy wyjdzie na jaw. Ale gdy już tak się stanie, obok będą Stefan z Garym i ściganym (alejami) przez WSW Marcusem, którzy wszystko naprawią i rzecz potoczy się dalej.
Słowem – porządek przejdzie w chaos, ale po chwili ponownie się uporządkuje. Taka kolej rzeczy.
Rozpoczniemy niemrawo, z niepokojem patrząc na zapełniających budynek gości. Pierwsze godziny stanowić będą katorgę dla naszej, niepewnej sukcesu psychiki. Jak się to skończy, mój dar nie mówi – działa najwyraźniej tylko dobę do przodu i ginie w pomroce dziejów (przyszłych). Ale chyba będzie dobrze, bo nikt z okna się nie rzuca.
Wieczorem impreza rozkręci się w najlepsze. Koledzy Stefana z obsługi i ochrony wywalą na zbity pyszczek kilq głąbów, którzy pomylili lokale. Marcus będzie cierpiał, że zapomniał czarnej pasty do butów na larpa wampirzego. Gary będzie skakał co i rusz między salami, by doglądać swojego sprzętu używanego na spotkaniach.
A mnie przez cały czas, służąc pomocą, wyręczając i wspierając, będzie towarzyszył Konrad.
Konrad, który przyjedzie – zgodnie z esemesową zapowiedzią – rano, pierwszym IC. Bez słowa weźmie się się do roboty, zacznie ustawiać szkołę, ludzi i wszystko do pionu. A potem razem ze mną otworzy konwent, dla którego straciliśmy ładny kawałek życia.
I gdy lekko deszczowo-majową nocą będziemy siedzieć w knajpce za rogiem, nie bacząc na to, czy do całego tego zamieszenia dołożymy, bo będziemy wiedzieć, że i tak warto było, Konrad wyjmie pudełko.
I, oczywiście klucząc, mieszając się i wiedząc, że to najtrudniejszy test, spyta się, czy nie zechciałabym spędzić z nim reszty życia.
A ja odpowiem...
|
|