| Strona główna
|
Jest dobrze
Powtarzam sobie.
Wszystko jest zrobione.
Wszystkiego dopilnowałam.
Wszystko załatwiłam.
A jak czegoś nie załatwiłam i nie dopilnowałam, to ktoś inny, odpowiedzialny zrobił to za mnie. Ta myśl trzyma mnie przy życiu i pozwala troszkę pospać. Co prawda w dzień jeździmy jeszcze z Jarkiem i różne rzeczy załatwiamy, ale wieczorami mogę już spokojniej patrzeć w ekran monitora i w lustro, nie zrywając się nagle i nie pędząc do telefonu, by o coś dopytać.
- Jest dobrze – mówi mi Gary i pędzi, bo w drukarni powiedzieli, że do spadu jest za mało miejsca i ma ocenić, czy mogą nieco przyciąć lub pomniejszyć format.
- Jest dobrze – mówi mi szeptem Marcus, bo jest po ciszy nocnej i nie chce, by go przyłapano z komórką. Nie ma co prawda jeszcze przepustki na czas trwania konwentu, ale zapewnia, że w razie czego idzie na samowolkę.
- Jest dobrze – dostaję maila od Konrada, który informuje, że wszyscy prelegenci potwierdzili przyjazd.
- Jest dobrze – mówi Stefan, przymierzając kolejną czapkę z daszkiem i zastanawiając się, którą przeznaczyć na jaki dzień. – Pamiętaj, laleczko, to zawsze jest chaos. A do nas należy jedynie pokierowanie tym chaosem, by sprawiał wrażenie porządku.
Na stole między nami leżą zdjęcia, chyba jestem z nich zadowolona.
- Jest dobrze – mówię Jarkowi, gdy siedzimy wieczorem w ciepłej kafejce, która odgradza nas od siąpiącego świata za pokroplonym oknem. – Program złożony, szkoła nagrana, pełen porządek.
- Wspaniale – odpowiada Jarek, pije swoją herbatę i sprawia wrażenie nieobecnego.
Nie zadręczam go więc opowieściami, lecz zajmuję się kontemplacją chwili i ciszą, której brakowało. I będzie zapewne brakować. Ciszy przed burzą?
- Wiesz... – podejmuje znienacka Jaro, jak gdyby znalazł słowa, dla tego, co chciał wyrazić. – Wiesz... hm... To dziwne.
- Tak? – patrzę się badawczo.
- To ciekawe, że w zasadzie nigdy nie rozmawialiśmy o mnie, o tym, czym się zajmuję, co robię, kogo... – spotyka mój wzrok. – Jej, przepraszam cię, nie chciałem sprawić ci przykrości, tylko stwierdzam fakt, bez wyrzutu...
- Nie sprawiłeś mi przykrości... – sama nie wiem, jak to ubrać w zdania. – Po prostu fakt, który jest prawdą. Sama sobie sprawiam przykrość, jeśli już...
Chwilę milczymy. Deszcz pada (oby przestał do weekendu, bo to nie śnieg, żeby było o czym opowiadać), pijemy herbatę i zastanawiamy się nad nową rzeczywistością, którą stworzyły wypowiedziane przez nas kwestie.
- Hm, powinnam się teraz zapytać, jakiego ogólniaka skończyłeś? – żartuję lekko.
- Lepiej nie pytaj, bo w tym mieście to obciach – Jarek odpowiada i wiem, że rozładowałam trochę atmosferę. – Ale...
- Ale?
Patrzy gdzieś za okno, na zmoczonych ludzi i błyszczące latarnie.
- Ale to daje do myślenia.
|
|