Strona główna

Ciąg dalszy nastąpił


Właśnie się obudziłam. Nie jestem pewna, kiedy zasnęłam, to musiało być jakoś pod wieczór, może około dwudziestej. Chyba wtedy padłam.

Ale również wówczas byłam świeżo po przebudzeniu. Przebudzeniu bardzo wyczerpującym, męczącym i pozostawiającym pragnienie jak najszybszego zapadnięcia w sen. Nastąpiło ono, bo nastąpić musiało i... chyba dobrze, że tak się stało. Prawda nas wyzwoli, jak mawiał pewien mądry człowiek.

Dzisiejszy (wczorajszy) poranek spędziłam w mieście, włócząc się między różnymi ludźmi, u których załatwiałam ważne sprawy, niezbędne dla naszej imprezy. A to tańsze żarcie w barze, a to zniżki na – fuj! – piwo, a to jakieś mniejsze lub większe bzdurki, do których mogłam dotrzeć piechotą, w ciepły, słoneczny dzień. Słońce nagrzewało moje bateryjki i wprawiało w pozytywny nastrój.

Po południu, gdy moje stopy odpoczywały wyciągnięte na trawie, byłam umówiona pod Wawelem z Jarkiem. Kobieca tolerancja – wynikająca z własnego, specyficznego poczucia czasu – zniesie wiele, ale nie 45 minut obsuwy. Rozkoszując się ostatnimi promieniami słońca, poczekałam okrągłą godzinę, ale moim towarzystwem wciąż pozostawały dwa tłuste łabędzie. Rzuciłam im resztę obważanka i ruszyłam w stronę miejskiego zgiełku. Po drodze włączyłam telefon i próbowałam się dodzwonić do Jarka, ale go nie było. Albo nie odbierał.
Nie chcąc wracać do obowiązków, które czekały na mnie w domu, postanowiłam powłóczyć się jesszcze po mieście.

Gdy, kilka rund po wystawowych zakupach później, wreszcie weszłam do swojego pokoju, nie czekały na mnie obowiązki, lecz Jarek.
- Hej, nie odbierałeś... – stwierdziłam bez wyrzutu.
- Tak, wiem.
- Wszystko gra? – zaniepokoiłam się.
- Tak, myślę, że tak.

Zrobiłam herbatę, siadłam na łóżku, Jarkowi zostawiając fotel.
- No, mów co się dzieje – powiedziałam ze szczerym ponagleniem.
- W zasadzie to chciałem cię przeprosić... Tak, wiem, że nie wiesz, za co, ale ważne, że ja wiem. A w zasadzie to wczoraj się dowiedziałem...
- Do sedna, będzie łatwiej, wiem z doświadczenia – uśmiechnęłam się z dziwnym przeczuciem.
- Widzisz, wtedy… Wtedy gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy...
- Na sesji?
- Nie, wcześniej. W sklepie...
- No…?
- To rzeczywiście był prezent dla dziewczyny, a nie rekwizyt dla modelki.
Jeszcze nie rozumiałam.
- Rozumiesz: mojej dziewczyny.
- Ach...
- I dlatego cię przepraszam właśnie – odstawił kubek. – Wczoraj zdałem sobie sprawę, że postępuję nie fair, wykorzystując cię. Tak, tak, wykorzystując. Trafiłaś nie nieciekawy moment mojego życia, ja potrzebowałem kogoś, z kim można pogadać, a ty kogoś, kto się tobą zaopiekuje...

Próbowałam zaprotestować, ale...
- Nie zaprzeczaj. W nic nie wnikam, ale pamiętaj, że trochę cię poznałem... wiem o tobie sporo, nawet jeśli nie wszystko mówiłaś...
- No, tak. Gaduła ze mnie... – uśmiechnęłam się nijako.
- Wiele dla mnie znaczysz. Wiele znaczy dla mnie ta... przyjaźń. Ha, wcześniej nawet nie wierzyłem, że można się przyjaźnić z kobietą, ale... – zaczerpnął powietrza. – Ale właśnie z tego powodu nie mógłbym ci dać tego, czego potrzebujesz.

Popiłam suche gardło herbatą.
- I co teraz zrobisz?
- Hm, jak to…? Z nami?
- Nie, no, z nią.
- Pewnie do niej pójdę, w końcu nie mieszka na końcu świata, lecz dwie ulice dalej.
Zrobiłam zdziwioną minę.
- Nie trzeba wyjechać za siódme morze, by się od siebie oddalić.
- Ale i nie trzeba aż tak daleko żeglować, by się do siebie zbliżyć...
Uśmiechnął się.

- Jeszcze raz, proszę byś mi...
- Nie mam ci czego wybaczać – stwierdziłam fakt. – Jest mi smutno, to prawda. Ale to nie twoja wina. Prawda o sobie samym to jedyna prawda, jakiej nie chcemy do końca poznać...
Ale musimy, jeśli chcemy być wolni.
Wstałam.
- Leć już...
- Na pewno? – wziął mnie za rękę.
- Na pewno, drogę do wolności muszę pokonać sama – przytuliłam go mocno. – Powodzenia.
- Dziękuję.
Zamknęłam drzwi i wtedy chyba właśnie wybiła dwudziesta, a ja dostałam smsa od Konrada.

To chyba wtedy urwał mi się film. Ktoś mi opowie zakończenie?